Eko
0

30 stycznia 2013

Mam smaka na Brazylię

Na ulicy? Proszę bardzo. Miejscowe fastfoody bywają wyśmienite. Acarajé to ciasto z tapioki wypełnione masą z fasoli oraz vatapą, czyli suszonymi na słońcu krewetkami oraz  okrą, pomidorami, cebulą i kolendrą. Całość obowiązkowo polana molho de pimenta, czyli ultra ostrym sosem na bazie cebuli, czosnku, pomidorów i ostrej papryczki. Kiedyś acarajé było mocno związane z candomblé, czyli religią afroamerykańską. Jak je przygotować, wiedzieli tylko wtajemniczeni.  Dziś wyglądem trochę przypomina hamburgery :)

Lunch? Koniecznie na wagę. Nie ma znaczenia, co ląduje na talerzu, liczy się to, ile waży. Popularna, tania opcja. Wyjątkowo pyszna! Polecam pastę z okry i sałatkę z cieciorką. Prawdę mówiąc, wszystkie warzywne pasty były znakomite!

Kolacja? Kocham ceviche, czyli świeżą rybę marynowaną w limonce i kolendrze. To wersja classic. Moja ulubiona. Mogą też być wariacje na temat: tuńczyk w sezamie i ośmiorniczki na ostro. Mniam!

No i jeszcze obowiązkowo mukeka. Najlepsza jest ta domowa: gotowana powoli, bez pośpiechu i bez wody. Owoce morza, pomidory, olej palmowy, mleko ze świeżego kokosa, czosnek, cebula, kolendra. Smaki wzajemnie się przenikają, tworząc aromatyczną, bardzo pożywną potrawę.

Wracamy na ulicę. Kawa tylko u tego melomana :)

http://www.youtube.com/watch?v=k2RjsnmS8vQ